Leczenia kanałowe wzbudza w większości z nas strach. Unikamy wizyty na fotelu dentystycznym, często żyjemy tygodnie lub miesiące z bólem zęba, tracimy dobry humor, pogodę ducha, chęć do działania. Nieleczone zęby stwarzają zagrożenie dla innych zębów, a w dłuższej perspektywie konieczność dużo bardziej poważnych zabiegów. Czy wilk faktycznie jest taki straszny jak go malują? Czy powinniśmy się tak bardzo bać leczenia kanałowego? Dziś postaramy się rozprawić z kilkoma najbardziej rozpowszechnionymi mitami o leczeniu kanałowy.

Konieczne jest zatrucie zęba

Najczęstszą przyczyną leczenia kanałowego jest próchnica. Próchnica niszczy tkanki zębów, powoduje stan zapalny i obumarcie miazgi. Podejmowane w przeszłości leczenie miazgi faktycznie polegało na jego dewitalizacji, czyli tzw. zatruciu. Do zęba zakładana była tzw. trutka, a pacjent przez kilka dni zmagał się z procesem obumierania miazgi, zwykle bolesnym. Dziś procedura ta odchodzi w zapomnienie. Zastępuje je lecenie tylko i wyłącznie zainfekowanej tkanki, co przyspiesza leczenia i minimalizuje ryzyko urazów zdrowych tkanek. Zatrucie miazgi stosowane jest już tylko w przypadkach, gdy zęba nie można inaczej uratować.

Kilka tygodni leczenia i bólu

Z uwagi na zmianę procedury leczenia, dużo mniejsze prawdopodobieństwo wystąpienia dolegliwości bólowych, jako następstwa procesu leczenia, skróceniu uległ również jego czas. Dziś leczenie kanałowe zamyka się zwykle w dwóch dniach i dwóch rutynowych wizytach. Pacjent nie musi chodzić tydzień z założoną do zęba trucizną, przez co nie jest wyłączony z codziennych aktywności, a przede wszystkim nie jest nastawiony na tak intensywne dolegliwości bólowe.

Leczenie kanałowe jest bolesne

Widmo bólu, to rzecz, która skutecznie odwodzi nas od wizyty u stomatologa. Minęły już jednak czasy, gdy leczenia kanałowe wiązało się nieodłącznie z bólem. Dziś poza bólem pojawiającym się przy aplikowaniu znieczulenia, który porównać można z ukuciem szpilką w zasadzie cała reszta leczenia odbyć może się bez dolegliwości bólowych. Nawet jeśli po leczeniu ząb będzie nadwrażliwy, czy też utrzymywać będzie się stan zapalny, to ból ten można z powodzeniem minimalizować za pomocą środków przeciwbólowych niemal do zera.

Nie obędzie się bez antybiotyku

Niegdyś, stosunkowo często do leczenia kanałowego włączany był antybiotyk. Miał on zminimalizować ryzyko zakażenia. Dziś leczenie antybiotykowe nie jest zalecane, zwykle z uwagi na fakt, że stosowane są dużo bardziej precyzyjne i dużo mniej inwazyjne metody leczenia kanałowego. Nawet Polskie Towarzystwo Stomatologiczne zmniejszyło zakres przypadków, w których rekomenduje się stosowanie antybiotyków. By stomatolog przypisał antybiotyk musi dojść do naprawdę dużej infekcji, obejmującej kilka segmentów twarzy.

Leczenie kanałowe wykonuje się tylko raz

Panuje opinia, że ząb raz poddany leczeniu kanałowemu nie może być już rewitalizowany. Tak postawiony zarzut sprawił, że leczenie kanałowe utrwaliło się jako ostateczność, po której jedyną opcją jest usunięcie zęba i implanty. Nic bardziej mylnego. Usunięcie materiału, którym został wypełniony ząb, przeciwdziałanie infekcji oraz ponowne wypełnienie jest jak najbardziej możliwe. Niemniej, jeśli zależy nam na skutecznym leczeniu, to warto wybrać gabinet, który dysponuje mikroskopem oraz tomografem komputerowym pozwalającym na dokładną diagnozę przyczyny bólu.

Zębów mlecznych nie leczy się kanałowo

To mit. Techniki leczenia kanałowego zęba mlecznego są inne niż w przypadku, gdy leczyć mamy zdrowy ząb. Pamiętać musimy, że zęby mleczne towarzyszą nam na pewno 7-8 lat. Pierwsze lata życia to dla nas okres intensywnego rozwoju, także twarzoczaszki, a to z kolei może przełożyć się na nieprawidłowości, wady zgryzu, a wraz z nimi problemy z uzębieniem. Również próchnica zębów może bardzo szybko doprowadzić zęby mleczne do ruiny. Stąd też leczenie kanałowe obejmuje również nasze pierwsze zęby.